Podsumowanie za mną chodzi. No nie mogę jakoś się zebrać i się podsumować a dni stycznia lecą. No dobra 3-2-1 wszytsko co mi na szybko przychodzi do głowy. 2010:
oświadczył mi się Najwspanialszy Na Świecie ( wyłączjąc z rankingu mojego Tatę i Brata, oni są bezkonkurencyjni ) więc jestem oto zaręczona.
zaplanowaliśmy ślub który jeśli się wszystko uda będzie jak z bajki.
zaczęłam pracować
uniezależniłam się finansowo od rodziców
zaplanowałam mniej więcej co dalej z moją karierą zawodową, w końcu mam na siebie pomysł
widziałam Alpy
zaczęłam kurs prawa jazdy
Robie się dorosła...
Z palnów na przyszłość
skończyć te studia i nigdy więcej nie przekroczyć progu Gumedu
uczcić to tak intensywnie jak intensywne były dla mnie studia
Poniedziałek, 7 rano, po 2h snu praktyczny. Zdany. Ekg znowu źle zinterpretowalam, ale wybrnęłam. Nigdy się tego nie naucze chyba. Odliczanie do ustnego rozpoczęte. Po drodze truskawki, tiger i mleko, żeby załagodzić jakoś ten ból żołądka. Kolejne 2h snu, i dalej... Coraz trudniej się skupić, łatwiej poczytać blogi, przejrzeć niusy... Jakoś zmęczam kolejny rozdział... jeszcze tylko kilkanaście godzin i będzie z głowy, może jakoś uda się to zdać, może profesor nie będzie surowy, może w pytania dobrze trafie. Z testu sporo pkt mam, może mi to pomoże. W końcu piszą że wcale nie najgorzej trafiłam z egzaminatorem.
Nerwowy telefon od mamy, nerwowa odpowiedź, rzucona słuchawka. Chyba się porycze zaraz.
Przed 3 rano prysznic, wyprasowana biała bluzka na wieszak, kilka niespokojchy godzin snu.
Wtorek, 7.00 zwlekam się ledwo przytomna. Jak to jest że lepiej funkcjonuje po 2 godzinach snu niż po 5? Kawa, laptop, kolejny rozdział... Do wyjścia z domu jeszcze kilka godzin. Żeby tylko nie zapomnieć coś zjeść.
Około 9.00 telefon, że egzamin się nie odbędzie dzisiaj, że na jutro na 12.00 profesor zaprasza...
Kawa, laptop, kolejny rozdział... Skończył się tiger i mleko...
w związku z tym że nie zdąze jeszcze złamać ciszy przedwyborczej, pragne wyrazić swoją opinię: Po Lechu nie płakałam, ale jak Jarosław zostanie prezydentem to będę.
ja dusze się...ja wtym pudle poprostu nie mieszcze się...
Mogłabym robić cokolwiek innego. COKOLWIEK. żeby już tylko nie musieć iść na kolejny egzamin, nie musieć odpowiadać na kolejne pytania, znosić kolejnych słów krytyki co do mojego marnego poziomu wiedzy. Nie ogarniam tego i nie ogarne chyba nigdy. Nie chce żeby moje życie tak wyglądało. Od jednego egzaminu do drugiego. Uszypliwe uwagi. Chamstwo wprost, nawet bez sarkazmu. Frustracja i bezsilność. Zawsze wydawało mi się ze w życiu sens ma robienie tylko tych rzeczy które można robić dobrze. Za późno żeby studia rzucić, ale przecież lekarzem zostać nie musze...
seminarium... duszna sala, my skłębieni, zabrakło krzeseł jak zwykle, w tle wyje lodówka...
dr Z mówi... i mówi... i mówi...
- A pan niech wyjdzie sobie na zewnątrz, tam się pouczy.. - nie bardzo wiemy o kogo chodzi...
- tak pan, cały czas pan takie znudzone miny robi...
Wylecieć z zajęć za minę?
Kolejny egzamin zaliczony... na całe dostateczny. Sto pytań na które odpowiedzi nie było ani w skrypcie, ani w seminariach, pytania o kryteria labolatoryjne rozpoznań wszystkich możliwych specjalizacji internistycznych, najbardziej pokręcone z hematologii... i ta rozterka, czy zaznaczyć właściwą odpowiedź wg aktualnych wytycznych czy odp wg seminarium... O mały włos mnie nie kosztowała poprawką. Zaliczenie bloku jutro a ja mam totalą niemoc, po zaliczeniu wejściówka z ginekologii żeby móc w pon zacząć blok... a ja nie mogę. a jest już tylko pół godziny do północy... a ja nie spałam jeszcze w tym tygodniu 5 godzin... i perspektywa dziekanki, że się odbić z finansowego dna, żeby zaczerpnąć powietrzta. do domu muszę jechać. od kilku miesięcy po wizytach w domu do siebie dochodze przez dobrych kilka dni... już nie azyl. padły ostatnie fortece.
Chcecie zobaczyć plazmafereze? to zejdziemy na dół.
Na łóżku leży pan. Z szyi wychodzą mu końcówki wkłócia, które kończą się czterema rurkami. Z jednej rurki maszyna zasysa krew, która przechodzi przez metry zwojów kapilar w wielkiej wirówce, która wyje nieprzyjemnie. Maszyna ustawiona jest tak, że wybiera tylko te specjalne. Krew zasysana przepływa przez system i drugą końcówką wkłócia wraca do pana, częsć krwinek zostaje, zbierają się w odzielnym woreczku, to te magiczne, macierzyste, te które dadzą panu choremu na białaczke szanse na życie. Skoncentrowane życie. 200ml.
Pomieszczenie dość małe, staramy się nie przeszkadzać. Nie będzie wiele okazji żeby zobaczyć to na żywo.
- Jak jeszcze jedna grupa studentów tu przyjdzie to ich chyba wypier.... . - Usłyszał D. zamykając za sobą drzwi.
ano poszliśmy. i nie tylko szpik a i kości pokłuliśmy, tzn tylko jedno z nas i to tylko raz, ale zabiag na tyle nieskomplikowany, że wydaje się do powtórzenia :) nie za bardzo jest co zepsuć a pacjent nie widzi jak sie ręce trzęsą bo na brzuchu leży... zabieg idealny :)
I w ten oto sposób wraz z przesympatyczną Panią doktor zaczeliśmy blok z hematologii dorosłych. Na plus że jest konferencja gdzieś w świeciei i nie ma profesora co by się nad nami pastwił na raportach. A brak pastwienia oznacza że mogę się w pełni poświęcić tym dwóm egzaminom co mam w tym tygodniu. Byle tylko wytrwać do piątku... Byle tylko przetrwać piątek. A potem tylko nadrobić zaległe hematy, co się nawarstwią w tym tygodniu, a potem już luz bluz i ciasteczka, Święta i tydzień przerwy! a potem kolejny egzamin... ehh
Od miesiąca wikększość czasu spędzam w książkach. Poprostu marzę żeby robić cokolwiek innego. Cokolwiek. Nawet zakupy w markecie są dla mnie rozrywką.
i tym optymistycznym akcentem zwracam się o trzymanie kciuków, bo jutro zdaje egzamin z dzieciologii. Kupośmiardy drżyjcie, nadchodzę...
Mam problemy z logowaniem, bo w klawiaturze pełno okruchów i "t" mi sie nie wciska.
Mam problemy z touch padem bo jest zaklejony sokim z mandarynek.
W łazience na podłodze jest pełno moich włosów.
Kwiaty nie podlewane juz ze dwa tygodnie z okładem.
Lodówka pusta.
Brakuje mi skarpetek.
Ktoś by pomyślał że sesja. si. z tymże ciągła. Znaczy się mam tak już conajmniej miesiąc i niewiele się zmieni do czerwca... Na domiar złego idzie wiosna. Śmierdzi psią kupą i jest błoto. I nie wiem czy właże w błoto czy w psią kupę.
Mam TV. Wcześniej nie miałam. Nienawidze go. Hałasuje i zabrał mi radio ( podłączony jest pod kolumny i trzeba przełączyć żeby móc słuchać radia a ja nie porafie )
Przebiśniegi w donicznie nie kwitną a te na podwórku tak. Zagroziłam im dzisiaj eksmisją. Może się wezmą w garść. Może się wezmę w garść?
Diagnostyka labolatoryjna... Niech ten tydzień już się skończy.
Jeśli wszystko pójdzie dostatecznie to jutro skończy się też w końcu moja przygoda z neurologią... Zajęcia fajne, ciekawe, przedmiot ok. Praktyczny zdany w październiku, test dopiero w styczniu... Ustny w marcu. Trzeci raz się tego uczę i nie mogę się doczekać kiedy w końcu skończe... Pół roku ciągnąć jeden przedmiot... No każdemu by zbrzydło chyba. Wracam do podręcznika...
Czas mi leci tak szybko że ledwo nadążam, kolejne tygodnie znowu zaczynaja się ze sobą zlewać. Aktualnie drugi tydzień pulmonologii, w zimnym baraku, przy akompaniamencie młotów pneumatycznych. Zimno tu jest tak że jeszcze ani razu nie odważyłam się swetra zdjąć. Pacjenci przemykają po zimnych korytarzach na papieroska, zawinięci szczelnie w szlafroki. Z grubsza dwa typy - albo wychudzeni, ziemiści, z zapadniętymi oczami, albo sapiący, kaszlący, pufający z charakterystyczną klatką piersiową i cienkimi kończynami. Tak mieszkają sobie w tych malutkich, dusznych salach razem z grzybem... Czekając na kolejną turę naświetleń, albo zależni od tlenu w ścianie. Albo nerwowo ściskający husteczkę w dłoniach, czekając na wynik biopsji, czekając na wyrok śmierci spisany po łacinie na jednej czwartej karteczki od patomorfologa.
W międzyczasie kolejne egzaminy w toku niemlże indywidualnym, w międzyczasie spotkania ze znajomymi, w końcu trzeba się podzielić dobrą wiadomością, i w międzyczasie praca nad pozycją kilku stron R. w internecie, strasznie mozolna, ale lepsza niż nauka. Czasem nawet szorowanie tego czarnego z fug w łazience jest lepsze niż nauka...
Jeszcze mi powiedzcie jak to możliwe że ja się tak strasznie ciesze, a wszyscy podchodzą do tego tak spokojnie. Czy tylko ja się nie spodziewalam?